Beskid Grzybowy

Wspomnieliśmy już trochę o Gorcach, o Beskidzie Sądeckim i Wyspowym, a teraz czas na Beskid Grzybowy! Beskid jaki?! Ha, zastanawiacie się pewnie gdzie się znajduje takie pasmo, co za bzdury on wypisuje? Otóż zapewniam Was moi drodzy czytelnicy, że to bynajmniej nie jest żadna mityczna kraina. Nie piszę także o żadnym miejscu z bajki, chociaż może mieć z nią wiele wspólnego…

bajkowa-malpa

Czy już teraz domyślacie się czym jest ów Grzybowy Beskid? To właśnie te organizmy (i nie mam na myśli Małpy) zaintrygowały nas do tego stopnia, że postanowiliśmy poświęcić im osobny wpis. Zaczęło się od pierwszego napotkanego, zapewne niejadalnego, ale pięknego grzyba. Lato w tym roku było dość deszczowe i słoneczne, co przynajmniej w odwiedzanych przez nas Beskidach zaowocowało (dosłownie i w przenośni) owocnikami o przeróżnych kształtach, kolorach i zapachach.imgp0637 Byłem w wielu lasach, widziałem wiele organizmów w nich żyjących, ale nigdy wcześniej nie widziałem tylu różnorodnych i tak dużej ilości grzybów. Wędrując przez las zacząłem dostrzegać coraz to bardziej finezyjne formy i barwy, które pieczołowicie utrwalałem na matrycy aparatu.  Zacząłem nawet wymyślać w jakich jeszcze kolorach chciałbym je zobaczyć: w żółtym? czerwonym? czarnym?, a może i nawet w zielonym? Trudno w to uwierzyć, ale właściwie za każdym razem nagle pojawiał się właśnie taki oto, wymarzony przeze mnie osobnik (może oprócz niebieskiego) eksponujący swoje wdzięki.

Po nacieszeniu oka, przyszedł czas na rozbudzenie innych zmysłów, a oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia. Po pierwsze, w trasie nie je się zbyt często, a raczej podjada w drodze, lub na krótkich postojach uzupełnia się utracone kalorie. Po drugie, lubimy jeść, bardzo lubimy jeść i jeszcze bardziej  lubimy gotować oraz urozmaicać swoje doznania smakowe. Tak więc idąc i dźwigając ten cały ciężar (zarówno plecaka, jak i rosnącego głodu), zapominając na chwilę o ograniczonym zasobie produktów niesionych ze sobą, wymyślaliśmy coraz to nowe potrawy, które mogłyby trafić na kolację do naszych żołądków. Co tu dużo pisać, kolacja (nawet nie jedna taka) sama nam się objawiła po drodze:

Grzyby jednak nie tylko napełniły nasze żołądki, ale poniekąd wypełniły naszą wyobraźnię, czymś można by powiedzieć bajecznym, magicznym. Każdy z pewnością pamięta jak od dziecka tłumaczono i pokazywano mu, które grzyby są dobre, które można jeść, a których unikać i najlepiej trzymać się od nich z daleka. Jak się okazuje nie wszystko jest jednak takie oczywiste, na przykład muchomor czerwony. Amanita muscaria, zwany często świętym grzybem, jest prawdopodobnie jednym z najstarszych psychoaktywnych środków rytualnych używanych przez człowieka. Źródłowych informacji na temat użycia tego grzyba można szukać na dalekiej Syberii, gdzie w trakcie ceremonii szamani spożywali muchomory w celu połączenia się z bóstwami, wejścia w stan czystej świadomości, czy pogłębienia kontaktu z naturą.
Ciekawym faktem jest także doszukiwanie się przez badaczy szamanizmu i antropologów, analogii między rytuałami szamanów a skomercjalizowanym wizerunkiem Świętego Mikołaja. Złożona historia inspiracji oraz wyobrażeń zapożyczanych od innych ludów, prowadzi nas do intrygujących porównań. Szamani podczas rytuałów zakładali często szaty przypominające kolorystyką grzyba, jak czerwono-biały strój Mikołaja. Wierzono również, że po spożyciu muchomora, szaman wędrował (czytaj latał) opuszczając ciało u boku zwierzęcia-opiekuna jakim były dla nich renifery. Łatwo się domyślić analogii. Historii, porównań oraz ciekawostek na temat szamanizmu jest wiele.
My nie jesteśmy szamanami i nawet nie przyszło nam do głowy, aby się do nich upodabniać, ale na pewno zastanawialiśmy się jak mogły wyglądać ich wizje. Zafascynowani i zaintrygowani tematem, stworzyliśmy po powrocie mały kolaż (co jak pisaliśmy wcześniej jest już naszą tradycją) obrazujący nasze psychodeliczne wizje po borowikach i podgrzybkach 🙂

Będąc w lesie odcinamy się niejako od tak zwanej codzienności, nie próbujemy jednak od niczego uciekać. Raczej zagłębiamy się w otoczenie, w którym tak naprawdę jesteśmy tylko gośćmi. Te wszystkie odgłosy zwierząt, szelest traw i liści na wietrze, soczyste kolory i intensywne zapachy Beskidu Grzybowego po raz kolejny sprawiły, że poczuliśmy radość leśnego tu i teraz.

Piorun

 

Następny Post

Poprzedni Post

Komentarze

© 2017 PODRÓŻOZBIÓR

Theme by Anders Norén