Gorczańskie polany – pasterstwo w Karpatach

Ostatnio zagościliśmy z prelekcją „Beskidy – góry z Tatrami w tle” na Festiwalu Podróżniczym Śladami Marzeń w Poznaniu (17-19.02.2017). Wpis na naszym blogu o tym tytule powstał krótko po naszym powrocie z Beskidów i Gorców. Organizatorzy Festiwalu pokusili się o stworzenie nowej kategorii prelekcji: podróży po Polsce, co ma oczywiście na celu promowanie naszego kraju i jego ciekawych zakątków. Nam tłumaczyć tego nie trzeba, uwielbiamy polskie górskie szlaki, rzeki, lasy i dobrze wiemy, że naprawdę wielu ludzi bardzo docenia rodzime krajobrazy.

Przygotowując się do prelekcji, bardzo chciałam opowiedzieć słuchaczom o tym, że w Gorcach i Beskidach są przepiękne polany. Tak, ale to trochę za mało. To, że są piękne to widać, a to, że ja je uwielbiam, nie wszystkich musi interesować. Brakowało fachowej wiedzy i merytorycznego szlifu. Polany owszem widzieliśmy, ale nie było na nich ani jednej owcy. Zadałam więc sobie pytanie: Jak to możliwe, że takie połacie zielonej trawy nie są wykorzystywane przez baców i stada ich owiec? Odpowiedź nasuwała się sama… To jest po prostu niemożliwe. I tak rozpoczęłam moje poszukiwania informacji na temat pasterstwa w tamtych rejonach.

Okazało się, że na początku XX wieku Gorce były najważniejszym ośrodkiem pasterstwa (zaraz po Tatrach) w polskich Karpatach. Po II Wojnie Światowej wypas owiec powrócił jeszcze w góry, ale nigdy nie uzyskał poprzedniej formy, by w latach dziewięćdziesiątych praktycznie zniknąć w wyniku przemian gospodarczo-ustrojowych.

Początkowo zainteresowała mnie głównie Hala Długa pod Turbaczem. To tam, na tablicy informacyjnej czytaliśmy o tzw. gospodarstwach wzorcowych, które powstały w okresie międzywojennym. Miały one na celu wypracowanie optymalnych metod pasterstwa w górach. Niestety większość z tych budynków w czasie II Wojny Światowej została zniszczona, spalona, by partyzanci nie mogli się w nich ukrywać. Na Hali Długiej stoi także czasowa bacówka, wykorzystywana przy okazji kulturowego wypasu. Czytałam w kilku źródłach, że wypas powrócił na Halę Długą w 2003 roku dzięki Gorczańskiemu Parkowi Narodowemu. Rzeczywiście wypas w tamtym rejonie jest kultywowany. A jak się dowiedziałam od pracowników GPN, liczy się efekt tzw. ‚wypasionej łąki’, a nie sama obecność owiec z bacą lub juhasami na polanie. Najwidoczniej stada zeszły już z gór lub przeniosły się na inne polany, gdy my akurat tam byliśmy.

Nie jest to jedyne miejsce, gdzie wypas owiec powraca. W tym kierunku działa także projekt Karpaty Łączą, wspierając i promując tę zapomnianą gałąź górskiej gospodarki. Dzięki współpracy projektu oraz Gorczańskiemu Parkowi powstała piękna bacówka na Przysłopie Górnym. Również, dostaliśmy z projektu Karpaty Łączą przewodniki „Śladami tradycyjnego wypasu owiec”, które rozdaliśmy na Festiwalu. Dowiedziałam się z niego, że to czym nazywałam oscypek, nim wcale nie jest, ale także o tym, że bacą, a właściwie bacyną, może być także kobieta! Temat pasterstwa jest niesamowicie ciekawy, łączy się z historią, jest mocnym aspektem tradycyjno-kulturowym gór, nawiązuje do przyrody i społeczności południowych rejonów Polski.

Bacówka na Przysłopie Górnym. Gorce.

Zatem polany w Gorcach i Beskidach, są nie tylko wartością przyrodniczą i krajobrazową, ale także kulturową. Z pasterstwem wiąże się wiele przesądów i tradycji. Sam baca uznawany był za najważniejszą osobę we wsi. Przypisywano mu tytuł znachora i czarownika, osoby, która zna najlepiej tajniki przyrody żyjąc blisko natury. Najsłynniejszym gorczańskim bacą był Tomasz Chlipała, do którego przyjeżdżali ludzie nawet z Krakowa, czy Warszawy. Baca na długo przed wiosennym redykiem (mianem redyku określa się wyjście bacy z owcami w góry, redyk jesienny natomiast wskazuje na ich powrót) przygotowywał się do swoich praktyk, niczym szamańskich obrzędów. W Wigilijny Wieczór, którego dzień wyznaczał też dzień wiosennego redyku, baca kładł pod obrus łańcuch. Miało to zapewnić nierozerwalność stada. Baca zabierał też ze sobą w góry nóż, którym krojono Wigilijny chleb. Zakopywał go później w wejściu do szałasu, by przeciąć w ten sposób zły urok rzucony na szałas. Zioła święcone w dniu Matki Boskiej Zielnej palił w ogniskach, co miało uchronić owce od chorób i zapewnić im mleczność. Natomiast sól świętej Agaty rozpuszczał w wodzie i poił nią owce, by odpędzić od nich złe czary.

Wcześniej już, opisując Beskid Grzybowy na blogu, znaleźliśmy odniesienie do Świętego Mikołaja. Tutaj również mogę do niego nawiązać. Święty Mikołaj jest uznawany za świętego sprawującego pieczę nad wilkami. Wierzono, że spotykał się on szóstego grudnia z gorczańskimi wilkami i wskazywał owce oraz bydło, które będą mogły pożreć w kolejnym roku. Ciekawe jest to, jak bardzo postać tak już nam dobrze znana z komercyjnego świata nabiera nowego znaczenia.Te i inne przesądy są nierozerwalną częścią pasterstwa, a co najważniejsze, są nadal praktykowane w niezmienionej formie. A potwierdzeniem tego była moja rozmowa z bacą (najprawdziwszym!) z Ochotnicy Dolnej w Gorcach, Jarkiem Buczek, który potwierdził, że opisane tradycje są ciągle żywe.

Bardzo dziękuję pani Barbarze Dąbek z projektu Karpaty Łączą za pomoc w kontakcie z Jarkiem Buczek, przesłanie przewodników oraz merytoryczne wsparcie. Dziękuję także pracownikom GPN za informacje dotyczące wypasu na Hali Długiej. Opracowując powyższy tekst posiłkowałam się lekturą przewodnika „Gorce. Przewodnik dla prawdziwego turysty.”, wydawnictwa Rewasz oraz informacjami ze strony: http://www.pasterstwokarpat.pl/.
No i dziękuję Ricie i Drzonemu za parę fotek z Festiwalu 😉

Gandzia

Następny Post

Poprzedni Post

Komentarze

© 2017 PODRÓŻOZBIÓR

Theme by Anders Norén