Japońska proza podróżowania

Przed wyjazdem w tak długą podróż, a przede wszystkim przed podjęciem takiej decyzji, nasuwało się nam wiele pytań i wątpliwości. Byliśmy pewni dwóch podstawowych rzeczy, że chcemy w ogóle wyjechać i chcemy podróżować na naszych rowerach. Cała reszta zaczęła się klarować w miarę przygotowań, a podczas drogi weryfikujemy nasze oczekiwania, wiedzę, wyobrażenia. To, że Japonia okazała się wspaniałym wyborem już wiecie, ale jak tak naprawdę wygląda ta nasza podróż?

Rower:
Nie chcemy w żaden sposób gloryfikować jazdy na rowerze i pisać, że jest to jedyny słuszny sposób podróżowania, bo każdy poszukuje i oczekuje czegoś innego. My jednak jesteśmy pewni, że sami już nie zamienilibyśmy naszych dwóch kółek na żaden inny środek transportu. Rower daje nam wspaniałe możliwości i poczucie niezależności. Nie musimy się śpieszyć na autobus, rozszyfrowywać rozkładu jazdy pociągów czy wydawać pieniędzy na paliwo. Sami wybieramy sobie drogę, którą chcemy jechać, chociaż i z tym różnie bywa. Pokonywany dystans, punkty do których chcemy dotrzeć są wyznacznikiem naszej trasy, a te często musimy weryfikować, by nie wjechać na ekspresówkę albo w bambusowy las. No i czas, ten zawsze chce dyktować warunki. Dla nas właściwie daty upłynięcia wiz są jedynym odczuwalnym ograniczeniem, bo to kiedy i gdzie zajedziemy, co chcemy zobaczyć, zależy już od nas. To się oczywiście wiąże z wieloma wyborami. Gdy pedałujesz 4 godzinę pod górę i pokonałeś dopiero 20 km przestajesz myśleć o zatrzymaniu się w świątyni, czy skręceniu do wodospadu oddalonego o niecałe 3 km. Już niejeden raz musieliśmy zrezygnować z dojazdu do miejsca, o którym słyszeliśmy, czytaliśmy, czy naprawdę chcieliśmy zobaczyć. To nie jest jednak narzekanie, bo właśnie takie wybory prowadzą nas często do niesamowitych miejsc, o których z pewnością byśmy nie przeczytali w żadnym przewodniku, a może i nawet nie usłyszeli od miejscowych  ludzi. To jest swego rodzaju walka z wyobrażeniami, oczekiwaniami, których staramy się mieć jak najmniej, bo to one generują najwięcej problemów i zakrzywiają odbiór rzeczywistości. A tę jadąc na rowerze czujesz całym sobą. Padający deszcz, śnieg, pierwsze ciepłe, wytęsknione promienie słońca po zimnej nocy w namiocie, szum wiatru, śpiewy ptaków, nachylenie terenu, ból mięśni, pot, hałas ciężarówek. Jest mnóstwo bodźców, które odbierasz z wielką wrażliwością i czujesz wszystko ze wzmożoną siłą. I właśnie ten bezpośredni kontakt z otoczeniem i możliwości poznawania ludzi (o czym należy się oddzielny wpis) są najpiękniejszymi rzeczami jakie daje tobie podróżowanie na rowerze.

Spanie:
Zabranie namiotu było dla nas sprawą oczywistą, a nie ukrywajmy, noclegi nawet w hostelach są dość drogie, zwłaszcza w perspektywie rocznej podróży. Rozbijanie namiotu w Japonii w miejscach publicznych jest całkiem legalne i rzecz jasna darmowe. Słyszeliśmy i czytaliśmy o tak zwanym urban camping (spaniem ‚na dziko’ w miastach) co właściwie sami czasem robimy, jednak staramy się kierować pewnymi zasadami. Gdzie więc do tej pory rozkładaliśmy nasz przenośny dom i czym się kierujemy wybierając miejsce?

Która część ogrodu przy Pałacu Cesarskim będzie najlepsza? 😉

Zazwyczaj staramy się znaleźć dogodny teren zanim się ściemni, czyli aktualnie do godziny 17:30. Ważny (ale nie decydujący) jest dostęp do toalety lub odległość od sklepu, w którym zarówno wieczorem jak i rano możemy się rozgrzać i zjeść coś ciepłego, zwłaszcza gdy temperatura w nocy spada poniżej zera i nie zawsze chce się gotować na zewnątrz. Idealnymi miejscami w pobliżu miast do rozbicia namiotu są różnego rodzaju parki oraz obiekty sportowe, nasze ulubione chyba. Przecież w jakiś sposób szerzymy ideę sportu i przebywania na świeżym powietrzu 🙂 Mimo wszystko poranni biegacze są dość zaskoczeni widokiem dwóch ‚gajdzinów’ składających oszroniony namiot. My natomiast jesteśmy zdziwieni bardzo wczesną aktywnością Japończyków. Już o 5:40 zaczyna się życie, do czego i my się dostosowaliśmy. Wielu by pewnie zapytało, czy nie boimy się tak rozbijać przy ludziach. W Japonii nie mamy żadnych obaw związanych z jakimiś głupimi żartami czy nieprzyjemną zaczepką. Jeśli wynurzając się z namiotu wchodzimy z kimś w interakcję, to kończy się ona krótką wymianą zdań (gdy znajomość języków na to pozwala), uśmiechów, westchnień zdziwienia i podziwu oraz grzecznościowych zwrotów i ukłonów.
Unikamy miejsc przy świątyniach, budynkach, zatłoczonych parków i afiszowania się z naszym stylem podróżowania, bo nie chcemy przekroczyć pewnej granicy. Co nie oznacza, że zmuszeni sytuacją nie spaliśmy raz w centrum Kioto w ogrodach przy Pałacu Cesarskim 😉 Zawsze jednak rozbijamy się po ciemku w jakimś nieco osłoniętym miejscu, by skoro świt niemalże niezauważenie ruszyć w drogę.

Jest jeszcze Warmshowers, swego rodzaju serwis, ale przede wszystkim społeczność funkcjonująca w myśl zasady- rowerzyści dla rowerzystów. Po paru dniach podróży i spania pod namiotem dobrze jest skorzystać z gościny, dachu nad głową i prysznica. Nie traktujemy jednak WS jako opcji darmowego noclegu, to zdecydowanie coś więcej, coś co zmienia naszą podróż i nasze wyobrażenie o ludziach. Ale o tym więcej niebawem 🙂

Droga:
Tym razem pominę całą sferę metafizyczną, a wspomnę tylko o drodze jako pasie ziemi służącej do komunikacji 🙂 Japonia pod tym względem klasyfikuje się dla nas w światowej czołówce. Pobocza, wydzielone pasy, wyrozumiali kierowcy, bardzo dobry stan nawierzchni uprzyjemniają jazdę nawet na ruchliwej, krajowej drodze. Nie trafiliśmy jeszcze na żadną żwirową, lokalną drogę, czy rowerową trasę prowadzącą przez las, co może być zrozumiałe gdy większość kraju pokryta jest górami. A te kochamy i to nie tylko na nie patrzeć czy chodzić z plecakiem, ale przejeżdżać przez nie. Oczywiście, że czasem przeklinamy kolejne, niekończące się podjazdy i serpentyny, ale przecież zawsze za najwyższym punktem jest zjazd. Oj nasze klocki hamulcowe wymagają wymiany 🙂 Pot, łzy i zgrzytanie zębów wynagradzają jednak przepiękne widoki i satysfakcja. Nie inaczej jest też na wybrzeżu, gdzie zupełnie inny krajobraz dodawał nieco więcej harmonii i spokoju na naszej drodze.

Naszą największą obawą były i cały czas są tunele. Z tymi krótszymi, w których widać koniec, nie ma większego problemu nawet gdy nie ma pobocza, ale gdy widzisz długość tunelu przekraczającą 1.5, 3 a nawet więcej kilometrów? Pobocze zdecydowanie ułatwia jazdę, ale hałas, ciemność, a przede wszystkim duszność którą czujesz, podwyższają adrenalinę. Wiele razy można jednak trafić na piękne, wydzielone tunele dla pieszych i rowerzystów lub po prostu wybieramy alternatywną trasę.

Zostawienie przed supermarketem czy na parkingu na kilka godzin rowerów ze wszystkimi sakwami nie jest czymś nadzwyczajnym i nie grozi zastaniem po powrocie pustego miejsca parkingowego albo przebranymi rzeczami w sakwach 🙂 Oczywiście, jak wszędzie kradzieże się zdarzają, ale Japończycy darzą innych sporym zaufaniem i cenią sobie sferę prywatną, o którą dość ciężko w tym społeczeństwie.

Nie ma w tym żadnej tajemnicy, że dzięki wspomnianym rozwiązaniom jesteśmy w stanie zaoszczędzić sporo gotówki, którą chętnie przeznaczamy na jedzenie, muzea czy inne atrakcje, dzięki którym możemy także poznawać kulturę i codzienność tego kraju. Bo czymże byłoby podróżowanie po Japonii bez zjedzenia okonomiyaki, lodów matcha, degustacji sake, odwiedzania ogrodów Korakuen, zamku w Himeji, kąpieli w onsenie…

Piorun

Następny Post

3 Komentarze

  1. Krzysztof 13 lutego 2018

    Witajcie Wędrowcy!
    Piękny tekst, rozumiem, że książka „Japonia – inny punkt widzenia” powoli się buduje, tak?
    Pozdrawiam

    • Podróżozbiór 15 lutego 2018 — autor

      Przemyśleń z innego punktu widzenia mamy wiele, ale są chyba mało komercyjne, nie sprzedadzą się 😛 Dziękujemy za uznanie, czy może to propozycja współpracy…? Hihi 😉

  2. An Ja 15 lutego 2018

    jedynym ograniczeniem stylu podróżowania, jaki Wam jest szczęśliwie dany jest czas. sama chętnie wsiadłabym na rower i pojechała przed siebie, jednak podróże swoim autem trochę rozleniwiają i przyzwyczajają do wygody. w Japonii, przypominam sobie, że tylko dwa razy spałam poza hotelem/hostelem/mieszkaniem. pierwsza była plaża na półwyspie Izu. obudzili nas surferzy, którzy zaczynali dzień przed świtem. drugi raz na Fuji, schronisko było dla nas za drogie, więc spaliśmy pod ławkami. za to mieliśmy najlepsze miejscówki na wschód słońca. Udanej podróży i czekam na dalsze wieści z Japan 🙂

Komentarze

© 2018 PODRÓŻOZBIÓR

Theme by Anders Norén