Ka jak rower, cz.3 – Słupia i Kaszuby

Z czym kojarzyć mi się będzie tegoroczna majówka? Z zadawanymi nam pytaniami: „Śpicie pod namiotem?”, „Nie za zimno?”, „Nie zamarzliście?”. I z tym, że na serio rozważałam zabranie termofora, którym ostatecznie była butelka z gorącą wodą wrzucona do śpiwora. Spaliśmy pod namiotem, zimno było, ale nie zamarzliśmy. W porównaniu do poprzednich lat, patrząc na tegoroczne zdjęcia, widać, że wiosna była dużo mniej ‚dojrzała’, a my byliśmy ubrani w zimowe rzeczy! Najważniejsze jednak jest to, że nie padało, więc nie było problemu z suszeniem rzeczy i rozpaleniem ogniska, aby się ogrzać wieczorami.

W tym roku jako motyw przewodni wybraliśmy rzekę Słupię, testując w poprzednim roku Brdę, a dwa lata wcześniej Drawę jako szlaki nie tylko dla kajakarzy. Nie zawiedliśmy się i tym razem. Park Krajobrazowy Dolina Słupi i trasy wzdłuż, czy w okolicy rzeki, okazały się przyjazne rowerzystom i biwakowaniu. Korzystaliśmy z przygotowanych dla grup kajakowych miejsc ‚postojowych’, a w sumie kajakarzy spotkaliśmy zaledwie kilku (ciekawe dlaczego) i ku naszemu zaskoczeniu pola namiotowe świeciły pustkami 😛 Skorzystaliśmy z miejsc płatnych, na przykład w Soszycy, zatrzymując się na prywatnym polu namiotowym oraz nieodpłatnych miejsc biwakowych zazwyczaj z zadaszoną wiatą, zawsze z miejscem na ognisko i przyjaźnie nastawionymi mieszkańcami okolicznych wsi. W Lubuniu na przykład i Gałąźni Małej natrafiliśmy na dość wymyślną formę infrastruktury turystycznej. Innowacyjnie, ale średnio użytkowo.


Przed wyjazdem na tegoroczną majówkę czytaliśmy nieco o Szlaku Elektrowni Wodnych. Jest to obszar mieszczący się pomiędzy Słupskiem, Lęborkiem i Bytowem, z elektrowniami, mostami, kanałami generującymi spadek i przepływ wody. Obiektów hydrotechnicznych na trasie jest rzeczywiście sporo, większość z nich wciąż w użyciu. Do wielu dojechaliśmy, lecz niektóre zjazdy przeoczyliśmy, co mnie jednak trochę zastanawia, czy były kiepsko oznakowane, czy para okularników z papierową mapą patrzyła tylko przed siebie. Co udało nam się jednak dostrzec i odwiedzić znajdziecie w galerii poniżej:


kaszuby

Napotkany po drodze, prosty przekaz z Kaszub 🙂

Gdyby na Kaszubach z początkiem maja wiało w przeciwną stronę niż w tę w którą wiało, z pewnością nasza majówka zakończyłaby się na Gotlandii albo w Kaliningradzie. Dla zobrazowania tego jak wiało napiszę tylko, że z górki również trzeba było pedałować. To tyle w temacie pogody, bo przecież było piękne słońce i naprawdę nie mieliśmy na co narzekać.

Na Kaszubach nie ma obijania się. Zjazd goni podjazd, wcale nie po prostych drogach. Rejon oczywiście bardzo nam się spodobał, bo jest krajobrazowo zróżnicowany i przy tym bardzo ciekawy. Rozległe pola i gęste lasy. Prawie nad morzem, a teren momentami jak na południu Polski!

Trasy turystyczne prowadziły wzdłuż jezior, rzek i obszarów chronionych. Pojawiały się więc tablice informacyjne dotyczące charakterystyki akwenów, osobliwości danych obszarów, zwierząt tam żyjących i występujących roślin. Czytając, człowiek poczuć się może choć odrobinę mądrzejszy, a przy tym można zrobić sobie małą przerwę…na czekoladę na przykład 🙂

I tak właśnie poczuliśmy się mądrzejsi czytając o jeziorach lobeliowych na Pomorzu. Są to specyficzne jeziorka o charakterystycznych właściwościach wody, w której mogą żyć określone rośliny i organizmy o niskich potrzebach pod względem składników mineralnych. Ich nazwa pochodzi od rośliny – lobelii jeziornej, typowej dla tych właśnie wód, które są objęte ochroną. W okolicach Soszycy mieliśmy okazję odpoczywać przy brzegu jednego z takich jezior delektując się ciszą i spokojem (i nie tylko ;)) Udało nam się nawet z brzegu dojrzeć niezłe okazy ryb… Szczupaki? A jeśli jest ktoś zainteresowany projektem ochrony jezior lobeliowych, odsyłam: http://jezioralobeliowe.pl/

Jak wszędzie w Polsce mnogość kapliczek maryjnych i krzyży opowiada o regionalnym stylu i zamiłowaniu miejscowych. Oczywiście jak wszędzie bywa to przerost formy nad treścią, ale cel chyba został osiągnięty – nie można przejechać obojętnie. Lubię kolor i drewno, takie krzyże mogą być ozdobą krajobrazu, ale postać Jezusa osłonięta płytami z pleksi i oblepiona naklejką z motywem marmuru? Zdjęcia nie ma, matryca by pękła!

Rzeźba, to jedna z głównych form artystycznego przekazu na Kaszubach. I wcale nie są to tylko religijne motywy, pojawiają się też postacie świeckie. Choć numerem jeden jest haft, z prostymi roślinnymi motywami w kilku zaledwie kolorach o określonej symbolice. Są one rzeczywiście bardzo charakterystyczne, sama pamiętam je z domu, przywiezione przez babcię motywy na serwetkach i malowane na talerzach. Teraz dopiero wiem, że musiały to być kaszubskie pamiątki. Na Kaszubach do tradycji należy też malowanie na szkle; dekoracyjne, barwne prace, nie do znalezienia w Wielkopolsce, gdzie prędzej zobaczyć można witraże. Piszę o tym, nie dlatego, żeby umieścić poniżej galerię zdjęć obrazującą kolejno przykłady dzieł sztuki ludowej, ale dlatego, żeby podkreślić, jak ciekawa może być wycieczka w tamte rejony. Podróż w osobliwe wzory i inne spojrzenie. My też nie mieliśmy czasu zwiedzać kolejnych kościołów, muzeów i wystaw, ale takie spojrzenie pomaga zrozumieć miejscową rzeczywistość. Bo ja zaczęłam się zastanawiać dlaczego nazwy miejscowości są podane w dwóch językach… a to język kaszubski przecież!

Zaciekawiły nas też stare trasy kolejowe, których nasypy prowadzą przez kaszubskie lasy, a szlaki turystyczne krzyżują się z kolejowymi wiaduktami. Nocowaliśmy raz w sąsiedztwie ruin mostu kolejowego, który po II wojnie światowej został częściowo wysadzony i rozmawialiśmy z wnukiem pani, która ten dzień pamięta. Most był częścią infrastruktury linii kolejowej nr 237 łączącej Lębork z Bytowem. Po budowanej w 1902 roku linii zostały tylko nasypy, część wiaduktów i stacje kolejowe, które zostały udomowione i tylko smukła sylwetka ceglanych budynków zdradza dzisiaj ich dawny charakter. Bo samych torów już dawno tam nie ma.

Są takie rzeczy (do jedzenia warto dodać), które weszły już do naszego ‚kanonu majówkowego’: kiełbaski sojowe i grzanki z ognicha z keczupem. Marynowany czosnek w słoiku, najlepiej z makaronem do wieczornego pasta party. Owsiane ciasteczka z suszonymi owocami. W tym roku doszedł kisiel. Zapomniany, nie jedzony przez lata, odkryty na nowo smak dzieciństwa. Nawet nie będziemy próbować, czy w domu jest równie smaczny, bo obawiam się rozczarowania!

Po poprzednich wyjazdach majówkowych pisaliśmy o naszych „odcinkach specjalnych”, których i tym razem nie zabrakło. Może i było zimno, może pchaliśmy znów rowery w piasku, może jechaliśmy pod wiatr, ale to wszystko nie było tak naprawdę istotne. Jak nigdzie przedtem otworzył się dla nas świat zwierząt. Widzieliśmy płochliwe zające, liczne sarny, bociany i inne wodne ptactwo, a nawet majestatycznego bielika bezszelestnie znikającego w lesie na nasz widok. Urozmaicone otoczenie Słupi, przepiękne krajobrazy Kaszub, wesoły śpiew ptaków i klangor żurawi o poranku, to wszystko ładowało nas pozytywną energią. Kolejny raz dobra aura nam sprzyjała.

Sezon piwakowo-namiotowy uważam oficjalnie za otwarty! 🙂

G.

 

 

Następny Post

Poprzedni Post

2 Komentarze

  1. Anna 29 czerwca 2017

    Kaszuby są naprawdę magiczne! Prawda krajobraz czasami przypomina ten południowy, dobrze było wyskoczyć z Gdańska nad jezioro z dala od zatłoczonej plaży 😀 Majowka widać na sportowo 🙂

    Zapraszam do siebie trochę inny klimat 🙂
    http://www.hawaiiandream.org

  2. Adrianna 27 sierpnia 2017

    Świetna relacja i zdjęcia. 🙂 Z przyjemnością przeczytałam. 🙂

Komentarze

© 2017 PODRÓŻOZBIÓR

Theme by Anders Norén