Korea Południowa – Kraj kwitnącego wi-fi

Kiedy zbliżał się czas opuszczenia Japonii i wjazdu do Korei Południowej, kontaktowaliśmy się sporo z naszym koreańskim znajomym, wypytując o szczegóły dojazdu do jego rodziny, oraz w jaki sposób będziemy się wymieniać informacjami już na miejscu. Powiedział wtedy, że na fladze Korei powinien być znaczek wi-fi, bo darmowy internet jest tam wszędzie! Rzeczywiście złapanie zasięgu jest zazwyczaj bezproblemowe, przy większych budynkach, bankach, kafejkach, sklepach, czy nawet przydrożnych toaletach. Dla mnie jest to symbol rozwoju gospodarczego, ale też rozwarstwienia kraju na jego różnych poziomach, bo czułam się przedziwnie łapiąc internet przy jakimś (niestety napisy tylko po koreańsku) budynku jadąc kilometrami szlaku rowerowego przez pola, gospodarstwa i szklarnie.

Cały świat wie o tym, że na północ od kraju kwitnącego wi-fi jest inna kraina, która stanowi pewien problem i zagrożenie, to jest też główny temat, który zajmuje koreańską politykę. A ludzie tutaj z polityki zadowoleni nie są, były to dla nas pojedyncze rozmowy o koreańskim rządzie, który nie radzi sobie z rozwojem kraju i pojawiającymi się wyzwaniami społecznymi. Na dobry początek naszej trasy w Korei, przejechaliśmy wiele kilometrów przez wioski i tereny rolnicze. Tutaj nie ma młodych ludzi, w polu pracuje tylko starszyzna, w głowie już utkwił mi obraz zdeformowanych kobiet, które dniami harują zgięte w pół, a mijające lata nie pozwalają się im wyprostować.

Ten obraz połączyłam w całość z trybem pracy i nauki w Korei. Dzieci i młodzież po zajęciach w szkole mają dodatkowe godziny na tak zwanej ‚akademii’, co skutkuje tym, że wracają do domu po 22, nawet w sobotę! Dzieje się tak dlatego, że szkolne lekcje nie są na wystarczająco wysokim poziomie, aby zapewnić dalszą edukację, wieczorami więc nadrabiają braki, nie mając już czasu na rozwinięcie swoich zainteresowań. Odpowiadając na pytanie jakie jest moje hobby, z niedowierzaniem słuchają, że można mieć czas na szycie na maszynie i wywoływanie zdjęć w ciemni. Wszyscy nastawieni są na najlepsze wyniki w testach, poganiani nieustającą presją kariery.

Dla kobiet ciąża jest praktycznie wykluczeniem z rynku pracy, a pracę wszystkim znaleźć tutaj bardzo ciężko, nasz kolega na przykład, słowem by nie wspomniał na rozmowie kwalifikacyjnej, że wybrał się w 6-miesięczną podróż rowerem po Ameryce Północnej i Europie. Czy to nie atut, być odważnym człowiekiem, który poznał i zobaczył kawał świata? Pracodawcy nienawidzą tutaj kreatywności i dni wolnych. Wjeżdżając do Korei, jeszcze w porcie, przeciskaliśmy się z rowerami przez bramki paszportowe. Urzędniczka, która pobierała moje odciski palców i sprawdzała paszport zaczęła podejrzliwie wypytywać o moją pracę, co robię, czy będę pracować jak wrócę, dlaczego byłam 3 miesiące w Japonii, jak długo zamierzam zostać w Korei itp. Jej oczy robiły się coraz większe, a kolor na mojej twarzy coraz bledszy, bo myślałam, że kwestionuje mój ewentualny wjazd do Korei. Ale ona na koniec powiedziała tylko: „Tak Ci zazdroszczę, ja nie mogę mieć wakacji” i wstawiła pieczątkę do paszportu.

Czuję, że Korea jest rozdarta pomiędzy podzieleniem półwyspu koreańskiego i negatywnym nastawieniem do Japonii. To musi być bardzo absorbujące, zwłaszcza gdy w tym samym czasie próbuje się być technologiczną potęgą. Są to moje przemyślenia i obserwacje po niecałym miesiącu tutaj i może one się zmienią, ale nie potrafię myśleć inaczej, gdy z jednej strony widzę na półkach w sklepie pastę do zębów firmy LG, łapię wi-fi pomiędzy oborą a szklarnią, pod fabrykami stoją takie auta robotników, że prezesi u nas by się nie powstydzili, a ludzie są nieszczęśliwi bo ciężko im się tu żyje.

Wysoka to cena komfortu ekonomicznego. Tymczasem przed nami jeszcze stolica, wystylizowana młodzież i tysiące kilometrów przemyśleń.

Następny Post

Poprzedni Post

3 Komentarze

  1. swic 24 marca 2018

    Mnie najbardziej podoba się znak drogowy: Rowerzysto, uważaj na samochody bo cię rolnik z widłami pogoni. U nas w Polsce pogoniłby pewnie bez ostrzeżenia. A tak na poważnie – to życzę dużo słoneczka, bo wrażeń macie wystarczająco.

  2. Edward 15 grudnia 2018

    Z przyjemnością czyta się waszą opowieść. Trafiłem na wasz blog szukając informacji o Korei Południowej i Japonii, które chciałbym uczynić celem mojej -solo -wyprawy rowerowej w roku 2019.
    Planuję ją rozpocząć w Seulu, najczęściej uczęszczaną trasą dotrzeć do Pusan a zakończyć wyprawę w Tokio.
    Moim największym problemem na tym etapie jest wybranie odpowiedniego terminu. Zakładam że 60 dni na trasie ok 2,5 tys. km umożliwi jazdę bez większego pośpiechu i zapewni czas by coś zwiedzić. Wstępnie planowałem późną wiosnę ale obecnie wydaje się że lepszym rozwiązaniem będzie wczesna jesień. Jaka według was jest najlepsza pora na te kraje ? Będę wdzięczny za poradę. Pozdrawiam i życzę wielu wspaniałych wypraw.

    • Podróżozbiór 29 grudnia 2018 — autor

      Dziękujemy za miłe słowa, dla takich jeszcze chętniej się pisze 🙂
      Nas w Korei Południowej w mieście Jeonju, na początku kwietnia jeszcze śnieg zaskoczył i natura dopiero bardzo leniwie budziła się do życia. Zaczynając trasę w Seulu wczesną wiosną mógłbyś się spodziewać nawet dość zimnych dni. W tym wypadku zdecydowanie polecalibyśmy faktycznie wczesną jesień i przemieszczając się na południe podążać za cieplejszym frontem. My tym razem nie byliśmy w stanie podróżować w okresie jesiennym, a wiemy że jest to wspaniała pora w tych krajach.
      Już trzymamy kciuki za powodzenie wyjazdu i jesteśmy ciekawi wyboru i odczuć z trasy 🙂 Proszę śmiało pisać gdyby pojawiły się jeszcze jakieś pytania.
      Pozdrawiamy

Pozostaw odpowiedź Edward Anuluj pisanie odpowiedzi

© 2019 PODRÓŻOZBIÓR

Theme by Anders Norén