Pamięć o kobietach Halmoni

Wiedzieliśmy, że Koreańczycy nie lubią Japończyków i odwrotnie, są to negatywne emocje przekazywane z pokolenia na pokolenie, ale…skąd my Polacy to znamy jak nie z autopsji! Usłyszeliśmy o wykorzystywaniu kobiet przez Japończyków podczas wojny, a wizyta w Muzeum Wojny i Praw Kobiet w Seulu uzupełniła naszą wiedzę w tym temacie jako o zorganizowanym na szeroką skalę procederze, za który pomimo presji, Japonia nie chce wziąć odpowiedzialności. Cesarz Hirohito został uznany winnym przez trybunał w Hadze za utworzony system seksualnego wykorzystywania kobiet.

Muzeum Wojny i Praw Kobiet w Seulu jest miejscem edukacji i upamiętnienia dramatu młodych azjatyckich kobiet, które padły ofiarą militarnego systemu seksualnego wykorzystywania kobiet zorganizowanego przez wojsko japońskie. Podczas II Wojny Światowej, kobiety z Korei, Chin, Tajwanu, Indonezji były zmuszane do prostytucji i umieszczane w specjalnie zorganizowanych do tych celów miejscach (z angl. comfort stations). Tam, wielokrotnie gwałcone i okaleczane ‚służyły’ miesiącami japońskim żołnierzom. Po II Wojnie Światowej wiele z nich została zamordowana lub porzucona w miejscach bazowania japońskich wojsk. Przez lata, te które przeżyły nie ujawniały swoich tragicznych wspomnień. Dopiero w 1991 Hak-Soon Kim, jako pierwsza z pokrzywdzonych, publicznie wyjawiła swoje doświadczenia bycia „halmoni” (zdrobniale ‚babcia’, używane do określania ‚kobiet do towarzystwa’ z angl. comfort women). Poruszyło to lawinę traumatycznych wspomnień także wśród innych kobiet. Dziś walczą o pokój i szacunek, między innymi biorąc udział w protestach organizowanych nieprzerwanie od 1992 roku, w każdą środę pod japońską ambasadą w Seulu. Ich żądania zawierają się w siedmiu postulatach, są to między innymi: uznanie systemu japońskiej prostytucji jako zbrodni wojennej, ujawnienia oficjalnych dokumentów, oficjalnych przeprosin, czy ukarania winnych. Należy pamiętać, że tamte ‚kobiety do towarzystwa’ są dziś w podeszłym wieku i ich głos będzie coraz mniej słyszalny, ale takie miejsca jak Muzeum przypominają i mobilizują by kolejne pokolenia upomniały się o prawdę i zadośćuczynienie. Solidarność naszą bronią!

Samo muzeum jest pięknie przygotowaną, poruszającą ekspozycją, mówiąca nie tylko o sprawie japońskich obozów dla kobiet, ale także zwracającą uwagę na przemoc wobec kobiet podczas każdego konfliktu zbrojnego na świecie. W kolejno przygotowanych pomieszczeniach zobaczyć można zdjęcia, filmy, rysunki, dokumenty, a także rzeźbę przedstawiającą koreańską dziewczynkę w tradycyjnym stroju, która stała się symbolem protestów w obronie pamięci wykorzystywanych kobiet. Na drugim piętrze znajduje się ściana pamięci, stworzona przez cegły z nazwiskami ofiar, które już odeszły. Przed Muzeum pozostawić można swoją wiadomość zapisaną na tabliczce w kształcie motyla i wiele osób to robi, bo są poruszeni historią tylu tysięcy kobiet i tym jakie piekło ludzie nawzajem potrafią sobie stworzyć. 

 

Wartą przeczytania jest na pewno książka napisana przez Jan Ruff-O’Herne, pod tytułem Fifty Years of Silence, jest to autobiograficzna historia jednej z kobiet, która przymusowo trafiła do obozu dla kobiet na terenie Chin. Aktualnie mieszka w Australii, dzieciństwo spędziła w Indonezji, ówczesnej holenderskiej kolonii, skąd właśnie trafiła do japońskiego obozu dla kobiet. Pod wpływem ujawnienia swej historii przez Hak-Soon Kim, rownież postanowiła opowiedzieć o własnych doświadczeniach jako ‚halmoni’.

 

Powstały Komitet na rzecz kobiet zmuszanych do prostytucji przez Japoński system (z angl. The Korean Council for Women Drafted for Military Sexual Slavery by Japan) zajmuje się wsparciem i konsultacjami dla ocalałych kobiet, prowadzeniem Muzeum, utrzymywaniem domu pomocy dla samotnych kobiet i kampaniami informującymi o tych tragicznych wydarzeniach. Aby wesprzeć finansowo działania Komitetu, możecie sprawdzić:

www.womenandwar.net

Akcja #metoo również ośmieliła wiele kobiet do ujawnienia niewygodnych historii, podobno w świecie polityki w Korei Południowej znalazło się sporo takich przypadków. Również koreański reżyser Kim Ki-duk, został oskarżony o molestowanie seksualne, o czym dowiedzieliśmy się będąc już w Korei, gdy mówiliśmy, że oglądaliśmy i lubimy jego filmy. Osobiście stwierdzam, że w jakiś sposób Korea dba o bezpieczeństwo kobiet, to co dla mnie jest dostępne i widoczne, to łatwy sposób wezwania pomocy w razie niebezpiecznej sytuacji. Praktycznie w każdej publicznej toalecie jest przycisk SOS, który uruchamia policyjny alarm, chociażby. Mała rzecz, ale pomóc może bardzo dużo. Jako kobieta, czuję się w Korei Południowej bezpieczniej niż w każdym jednym Europejskim kraju, choć jak historia pokazuje, niestety nie zawsze tak mogło być.

Gandzia

 

Następny Post

Poprzedni Post

Komentarze

© 2018 PODRÓŻOZBIÓR

Theme by Anders Norén