Podróże najdalsze

Podróż według różnych definicji określa zmianę miejsca pobytu. Podróżą jest pokonywanie pewnej drogi, dążenie do określonego punktu, zazwyczaj tego odległego. Podróżowano od zarania dziejów, zmieniały się tylko cele oraz sposób przemieszczania się. Podróżowanie dzisiaj bardzo spowszedniało, można pokonywać mniejsze odległości w ramach tak zwanych wycieczek, można też wybrać się na wielką wyprawę czy ekspedycję. Słyszy się, że podróżować dzisiaj może każdy. Niektórzy uznają to stwierdzenie za prawdziwe, jeśli ktoś określa podróżą przemieszczanie się w poszukiwaniu miejsca do życia, ucieczkę przed prześladowaniami, czy przed wojną.
Podróże kojarzone są także zazwyczaj ze sferą fizyczną, z przestrzenią, z czasem, jednak mogą one przyjmować wymiar symboliczny.

Opisywałem już nieco inny wymiar podróżowania przy okazji Festiwalu Blues Express. Tym razem chciałbym napisać o wędrówkach jednocześnie jeszcze bliższych, a zarazem dalszych. Bliskie, bo fizycznie odbywają się w mieście w którym mieszkam, w Poznaniu, a dalekie, ponieważ nie sposób wytyczyć ich granice. Jedną z piękniejszych rzeczy, form, która wychodzi poza wszelkie wyobrażenia i ograniczenia jest muzyka!

fot. Bartek Muracki, http://bartekmuracki.com/

Jest dla mnie jeden taki szczególny okres w ciągu roku, podczas którego podróżuję bardzo daleko, właśnie za sprawą muzyki. Mowa tu o festiwalu Ethno Port, który odbywa się w Poznaniu od 2008 roku. O wydarzeniu tym można by pisać naprawdę wiele, bo jest niezwykle różnorodne, osobliwe. W tym roku odbyła się już 10, jubileuszowa edycja, więc tym bardziej był to szczególny czas, zarówno dla organizatorów, jak i publiczności.

Nazwa nieprzypadkowo nawiązuje do portu, gdyż z założenia festiwal odbywał się początkowo na terenie starego koryta Warty i na brzegu rzeki, która jak piszą organizatorzy:

„…może być traktowana jako ścieżka prowadząca nas w podróż. Port, z którego chcemy wypłynąć w drogę, w rejs po fascynujących muzycznych opowieściach.”

Rzeka płynie, wszystko się zmienia, zmieniło się też miejsce, w którym odbywa się Ethno Port i od 2013 roku wydarzenia przeniosły się w przestrzenie Centrum Kultury ZAMEK. Nie zmieniła się jednak idea festiwalu. Nie będę jednak o tym wspominał, gdyż najlepiej opisują to organizatorzy. Chcę natomiast napisać o podróżach, które Ci ludzie mi umożliwili przez ostatnie 10 lat. Byłem w sercu gorącej, kolorowej Afryki (Republika Konga, Burkina Faso), odwiedziłem jej odległe wyspy (Reunion, Komory) czy kraje Maghrebu (Maroko, Algieria, Tunezja). Poznałem, nie tak chłodny jak się o nim mówi, klimat Norwegii czy Finlandii. Podróżowałem przez Bałkany (Węgry, Rumunia, Serbia, Albania), przez kraje Bliskiego Wschodu (Iran, Izrael, Palestyna) aż do dalekiej Azji (Indie, Chiny, Korea Południowa). Byłem też za tak zwaną wielką wodą, w Brazylii, USA czy Kolumbii. Oczywiście nie zabrakło wielu wycieczek po Polsce i nieznanych dla mnie dotychczas jej zakątkach.
Myślicie może, co to za podróżowanie?! Chyba nie sposób tego opisać (a jednak próbuję), bo to trzeba po prostu przeżyć.
Co jest najbardziej nieprawdopodobne w tych podróżach, to fakt nieprzekroczenia żadnej fizycznej granicy, bariery, przeszkody. One nie istniały, a jeśli już jakieś się pojawiały, to szybko się zacierały, zanikały. Przecież jedyne granice pojawiają się tylko w naszych głowach.

fot. Bartek Muracki, http://bartekmuracki.com/

Dźwięki wypełniają dzisiaj każdy nasz dzień, tworząc często niezrozumiałą kakofonię. Nie wszyscy lubią muzykę i ją doceniają, ale z pewnością we wszystkich wywołuje emocje. Muzyka ma ogromny potencjał, pozwalający łączyć, bo ona nie zna granic i staje się uniwersalnym językiem pozwalającym podróżować w głąb samego siebie i innych. Pozwala poznawać korzenie i eksplorować nowe zakątki jej natury. Muzyka tak zwana etniczna czy folkowa, chyba jak żaden inny rodzaj, oddziałuje na mnie bardzo mocno. Dźwięki wydobywające się z dziesiątek instrumentów, których nazwy nawet nie potrafię powtórzyć, przeróżne barwy głosów i nawet różnorodne, niezrozumiałe języki nie przeszkadzają zrozumieć historii granych i wyśpiewywanych przez muzyków.

fot. Bartek Muracki, http://bartekmuracki.com/

Specyfiką Festiwalu Ethno Port są koncerty jednocześnie przepełnione energią, radością, ale wywołujące też smutek, tęsknotę czy głęboką zadumę. I chyba ta zaduma, ten trans w który wpadam, najbardziej mnie przyciąga. Co roku czekam z niecierpliwością, żeby na 3 lub 4 dni odpłynąć, żeby zamknąć oczy i zanurzyć się w świat opowiadany przez artystów. To nie są tylko muzycy, to ludzie reprezentujący sobą coś więcej, swoją kulturę, tradycję, historię, ale też chęć poznawania, zmiany.
Zapadła mi w pamięci jedna scena. Podczas pierwszej edycji nad Wartą występował zespół Chemirani’s, tworzony przez ojca oraz jego dwóch synów i córkę, grający perską muzykę. Do dziś pamiętam dumny uśmiech ojca oraz wymianę radosnych spojrzeń między rodzeństwem. Takie sceny cały czas się powtarzają, a zespoły złożone często z muzyków z odległych (także kulturowo) krajów, przełamują wszelkie bariery i łamią stereotypy. Barierek też na koncertach nie ma, bo pod sceną panuje atmosfera pojednania, a artyści często wchodzą w interakcję z publicznością. Jest to chyba jedyny festiwal, na którym ochrona naprawdę nie ma zbyt wiele do roboty i z łezką w oku patrzy się na rosłych, umundurowanych panów podrygujących nieśmiało do bałkańskich rytmów 🙂

fot. Bartek Muracki, http://bartekmuracki.com/

Nawet nie będę zaczynał opisywać zespołów, bo wśród ponad 120 dotychczas grających, tak różnorodnych muzyków, naprawdę nie sposób wybrać faworytów. Ale Ethno Port to nie tylko koncerty i dzikie tańce na trawie czy w klubie festiwalowym. To okazja do spotkań, rozmów i dyskusji na tematy, których nawet czasem boimy się poruszać. To okazja do nauki i wymiany doświadczeń na licznych warsztatach zarówno dla dorosłych, jak i najmłodszych uczestników festiwalu. To także czas wsparcia dla potrzebujących, czas edukacji i uświadamiania, co w dzisiejszych czasach wydaje się być niezwykle potrzebne. Ethno Port to czas solidarności.

fot. Bartek Muracki, http://bartekmuracki.com/

Minął tydzień od zakończenia 10 edycji festiwalu. Jak co roku był to najtrudniejszy tydzień. Jestem osobą o dość szerokim guście muzycznym i nie mam większych oporów przejścia w jeden wieczór z folkowej zabawy na koncert metalowy, czy muzyki elektronicznej, ale jednak Ethno Port wprowadza mnie w ten specyficzny stan, z którego ciężko jest się otrząsnąć. Mnogość niesamowitych instrumentów, głosów,  śpiewów, emocji płynących ze sceny, spotkanych ludzi, przenika i na długo pozostaje w pamięci. Ale co się dziwić, każda, a tym bardziej tak długa, daleka i głęboka podróż, wywołuje emocje i niezapomniane wspomnienia. Mam nadzieję, że będzie wszystkim dane podróżować w ten sposób jak najdalej.

fot. Bartek Muracki, http://bartekmuracki.com/

Nigdy nie robiłem zdjęć na tym festiwalu, ponieważ pochłonięty chciałem być muzyką, a poza tym są ludzie potrafiący lepiej uchwycić te chwile i emocje. Wszystkie zdjęcia są autorstwa Bartka Murackiego i zostały umieszczone dzięki uprzejmości i za jego zgodą. Więcej pięknych fotografii z tegorocznej i zeszłorocznej edycji festiwalu Ethno Port znajdziecie na jego stronie bartekmuracki.com

Piorun

Następny Post

Poprzedni Post

Komentarze

© 2017 PODRÓŻOZBIÓR

Theme by Anders Norén